Blog

Rejs Morze Jońskie 2019

By 8 sierpnia 2019 No Comments

Kolejna grecka przygoda za nami 🙂 Tym razem żeglowaliśmy po morzu Jońskim. Mimo, że skład załogi uległ nieco zmianie w tym roku, niezmiennie tryskaliśmy sarkastycznym poczuciem humoru , co uświetniło nam połykanie kolejnych mil morskich. 

Ruszyliśmy z portu w Lefkadzie, gdzie od razu odkryliśmy prezent pozostawiony nam przez poprzedników a mianowicie tajemniczy gruby łańcuch zakleszczony, w ramach pozdrowień, na naszej kotwicy. Po rozgrzewce na dzień dobry, ruszyliśmy na Meganisi, gdzie ilość pięknych plaż z lazurową wodą przyprawiała niektórych o zeza rozbierznego. Na szczęście mieliśmy tajną broń od NASA o nazwie „Stasiek”, który rejestrował z wysokości te piękne okoliczności przyrody w 4k 8k i sam już nie wiem w ile k jeszcze. Tutaj podziękowania dla Krzysia, władcy i operatora tej kosmicznej technologii. Pierwszy nocleg spędziliśmy w Vathi, gdzie odkryliśmy, ze ster strumieniowy postanowił sprawdzić nasze umiejętności manewrowe i po prostu zastrajkował. Na szczęście nie z nami takie numery, znamy się na robocie a ćwiczyć też lubimy 🙂

W Kioni na Itace przywitał nas pełny port, co było okazją do przećwiczenia cumowania na kotwicy i rufą na cumach do skał. Przy okazji niektórzy mieli okazję wykąpać się z jeżowcami i zrobić największą na świecie pętle ratowniczą na zatopionej skale o średnicy 2m oraz poćwiczyć łączenia lin o różnej grubości. Pełzająca kotwica zafundowała nam w nagrode wachtę kotwiczną i nocne Polaków rozmowy. Było to jednak poprzedzone niesamowitą ucztą w lokalnej tawernie, gdzie właściciel, w trosce o nasze zdrowie hamował nas w zamawianiu kolejnych przepysznych dań.

Po porannej wyprawie pontonem do piekarni, odkryliśmy, że na końcu naszego łańcucha kotwicznego stoi pewna miła dama ze swoim jachtem i daje uroczo znaki, iż właśnie się w niego zaplątała. 

Tym razem akcja rozplątywania kotwic była niczym z filmu grozy. Do podwodnych skał zaledwie 20 metrów, silny dopychający wiatr kręcił jachtami i dodawał emocji. Po rozkleszczeniu kotwic, okazało się, że Pani ma kolejny problem z łańcuchem uwięzionym pod skałą. Asystowaliśmy około 20 minut, w razie potrzeby gotowi do natychmiastowej pomocy. Kilkanaście manewrów i łańcuch puścił. Nagrodziliśmy drugą załogę gromkimi brawami i odpłyneliśmy w kierunku Kefalonii.

W drodze na Kefalonię po stronie E Itaki zatrzymaliśmy się na rajskiej plaży jak z obrazka. Turkusowa woda, biały piasek, klify. Cudo. Plażowanie, słońce, chill, szum fal.

Na podejsciu do Kefalonii, przywitał nas czołowy bardzo gwałtowny wiatr. W ciagu minuty wzrósł z 3B do siły 7B. Gdy zdmuchnęło nam nagle obiad z talerzy, zabraliśmy się od razu za refowanie . Wystąpiło książkowe zjawisko dyszy. Żagle, poczatkowo zarefowane, poszły po chwili precz, bo były raczej crusingowe a nie sztormowe, i nie chcieliśmy sprawdzać ile wytrzymają. Minimalizujac ryzyko ich podarcia, szliśmy na silniku. W porcie niespodzianka, brak miejsc. Płyniemy do drugiego. W „Sami” też brak miejsc. Tę noc spędziliśmy na kotwicy, oddaleni od brzegu. Na szczęście piaszczyste dno świetnie trzymało i całą noc braliśmy udział w pięknym balecie jachtów, synchroniczne kręcących się na zmiennym, dość silnym wietrze. Jezioro Łabędzie 🙂

Fiskardo okazało się równie zatłoczone ale szczęście nam dopisało i upolowalismy jedyne wolne miejsce, za to wprost przy stolikach tawerny, postawionych przy samej krawędzi kei. Do knajpy mielismy z kokpitu dosłownie długość trapu 🙂 Fiskardo jest malownicze, kolorowe i gwarne niezliczonymi tawernami. Warto tam zawinąć. Mimo tłoku, świetnie się tam odpoczywa. Wiadomo, atmosfera 🙂

Z Fiskardo ruszyliśmy przed 6tą rano, jeszcze po ciemku, na jedną z najpiękniejszych plaż Europy Porto Katsiki. Jakże zaskakujący był widok mężczyzny na „paddlu” pływającego na flaucie, prawie w zupełnych ciemnościach. Nie byliśmy sami 😉

Najpiękniejsza plaża jest na zachodnim , odsłoniętym na pełne morze, brzegu Lefkady. Tutaj niektórzy członkowie załogi dowiedzieli się co to jest swell a Neptun zebrał od nich swoją opłatę za te lekcję zeglarstwa 🙂

Naszym ostatnim portem było/była Idri. Duży port z wieloma marinami i sporym kotwicowiskiem. Udało nam się zacumować w marinie hotelu Athos, co skutkowało pół dniowym pławieniem się w hotelowym basenie z widokiem na marinę i dostępem do dobrodziejstw baru. Wszystko w cenie cumowania, więc bardzo miło 🙂 

Port uroczy wieczorem, z mnóstwem barów i tawern. Nie polecam cumować blisko wejścia. Stają tam statki dyskoteki generujace dzwięki piłowanego żelaza. Im dalej w głąb, tym spokojniej.

Grecja jak zwykle nie zawiodła. Obdarowała nas pięknymi zatoczkami, plażami, wspaniale spędzonym czasem na wodzie, na plażach i tawernami, gdzie jedzenie jest najlepsze na świecie. Różnorodność tej krainy , powoduje, że na każdej wyspie jest inaczej ale wciąż pięknie i zawsze słonecznie. A wiatr, jak to wiatr, chodzi własnymi ścieżkami, trochę jak żeglarz ale to przecież dwaj najlepsi przyjaciele.

Ahoj.

Autor : Jarosław Pawlik

P.S. Dziękuję Arkowi, Dawidowi, Krzysiowi, Kasi, Ali, Alinie, Sebkowi i Adamowi za ten świetny czas i nieocenioną pomoc na pokładzie.

pastedGraphic_2.png